Dragon - Space Trip

Played by Forum
 
IndeksGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Domek na łące

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Domek na łące   Pią 20 Mar - 22:12


Opis Domku:
 


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Pon 25 Lip - 21:30

Chłopak ocknął się po jakimś czasie z tak naprawdę zdziwieniem że jeszcze jest w stanie oddychać, jednak stał się jeszcze bardziej zdezorientowany gdy zobaczył jakiś obcy dom, pierwszy raz się w nim znajdował lecz pozostawał spokojny. W pewnej chwili jego oczu ujrzały faceta który nagle zerwał się, śledząc wzrokiem Roy zauważył że ten pobiegł złapać Eni więc wywnioskował że to jej dom a to pewnie jej ojciec.
Czując się jakby miał wszystko połamane nie odbiegał daleko od prawdy, lecz po zastrzyku który dostał bodajże od matki dziewczyn czuł jak powoli jest mu lepiej, niestety przed nim teraz jeszcze trudne zadanie wytłumaczenia jej rodzicom co się wydarzyło, jedyna nadzieja chłopaka leżała w tym że może Kai jest adoptowany i jej rodzice wiedząc jak logicznie spojrzeć na daną sytuację. Siadając powoli i z trudem westchnął bo i tak nie był za bardzo zadowolony z tego że akurat jemu przypadło tłumaczenie wszystkiego.
-Ona mi powiedziała że przyszłą się odstresować, ja tam chodzę z własnych powodów... potem zaczęło padać, schowaliśmy się w jakimś budynku, normalna rozmowa... a tu nagle jak gdyby nigdy nic wszystko zaczęło runąć nam na głowę. Gdyby nie próbowała mi pomóc nie była by aż tak pokiereszowana, dlatego za wszelką cenę chciałem ją stamtąd wydostać... no ale wychodzi na to że to co zrobiłem nie wystarczyło... ale chociaż próbowałem na ile mogłem...
Czując się trochę głupio chłopak stawiał się na przegranej pozycji, no bo przecież który ojciec nie skarciłby kogoś za to że jego ukochana córeczka została skaleczona gdy on był w pobliżu ? Nagle jednak na jego twarzy pojawił się charakterystyczny chytry uśmieszek który można powiedzieć że odziedziczył po ojcu, dla niego teraz jeszcze brakowało jej braciszka żeby posłuchać sobie jaki to on nie jest i że przez niego mogła zginąć i tak dalej, lecz mu jakoś za bardzo nie zależało na uznaniu z kogoś strony, te czasy dla niego już minęły.
Teraz ważniejszym dla niego było pytanie jak ich odnaleziono, bo przecież tak naprawdę nikt chyba nie wiedział że się tam znajdują, a bardzo wątpliwym było że znalazła się kolejna osoba która od tak miała zamiar trochę się wyżyć w ruinach miasta. Spoglądając na jej ojca nadal nie mając całkowitej pewności czy to na pewno on, zaczął przypominać sobie postać którą widział przed utratą przytomności, i tak na siłę można by go nawet dopasować. Tylko skąd wiedział gdzie są ? skąd miał pojęcie że Eni jest w tarapatach ? to jak na razie pozostawała jedną wielką niewiadomą która oraz bardziej go nękała.
-Zresztą szczęście nigdy mi nie dopisywało więc jakoś wątpię że i tym razem mogło być inaczej, oczywiście nie chcę nikogo obrazić... to dobrze ze nas odnaleziono, ale patrząc na to z perspektywy trzeciej osoby tak naprawdę to by się nie zdarzyło... więc chyba lepiej byłoby gdybym nie uprzykrzał już państwu dnia... i chciałbym przeprosić że nie zdołałem lepiej o nią zadbać.
Próbując się podnieść szło mu to trochę nieudolnie, ale lepiej żeby jej rodzina się jeszcze bardziej nie stresowała z jego powodu, i tak pewnie będzie ona miała do słuchania i to sporo po takim wybryku a tym bardziej jak dowiedzą się od Kaia kim jest chłopak z którym się w takiej sytuacji znalazła. Po tym jak udało mu się jakoś stanąć o własnych nogach przez chwilę się nie ruszał gdy miał zawroty głowy, gdy już wszystko się ustabilizowało zrobił parę kroków po czym zorientował się że nie wie gdzie znajduje się wyjście.
Drapiąc się po głowie znowu zwrócił wzrok na osobnika który non stop go obserwował, czuł się w jego obecności jakoś dziwnie lecz nie przystoi zachowywać się w nieodpowiedni sposób.
-Mam nadzieję że nie będą mieli państwo nic przeciwko że wymieniłem się z nią numerami telefonu... polubiłem ją...


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Sro 3 Sie - 1:25

Neya położona w swoim łóżku smacznie spała nie zastanawiając się, co właściwie czeka Roy'a pozostawionego sam na sam z jej rodzicami. W tym czasie Mazuma spokojnie wysłuchał bardzo treściwych tłumaczeń ze strony chłopaka, siedząc wygodnie w fotelu. Nic nie mówił, jakoś nie wiedział za bardzo, co miałby powiedzieć. Przy okazji głupio się przyznać, że uratowała ich jego przezorność i nieufność wobec dzieci. W tym czasie nie tylko dorośli słuchali słów halfa tłumaczącego się jak mała dzidzia, a tym kimś był bliźniak nastolatki. Głównego powodu tej mało przyjemnej sprawy, która burzyła spokój tego wieczora. Kai nie mogąc się powstrzymać wylazł z kryjówki trzymając się za brzuch, który bolał od napadu śmiechu.
-Żałosne... żałosne... normalnie nie mogę. Przerażający Roy ma uczucia... w dodatku leci na Eni.
Stając się nagle poważnym stanął naprzeciw czarnowłosego i pyrgnął go palcem w tors.
-Nie rób sobie nadziei. To nie twoja liga śmieciu... kryminalista nie będzie spotykał się z moją siostrą!
Mazuma słysząc skandaliczne słowa wypowiedziane przez jego syna tylko spojrzał, a Kai wycofał się od atakowania halfa. Westchnąwszy wyszedł z salonu kierując się na górę, znikając całkowicie z oczu ojcu. Saiyan biorąc głęboki wdech, zakrył twarz dłonią nie mając dalej pojęcia, co miałby powiedzieć w całej sprawie. Natomiast wchodząca do pomieszczenia pani Jacket momentalnie wiedziała. Nie ukrywała niezadowolenia spoglądając na młodzieńca, powiedziała wprost.
-Choć nie wyrażę się w taki sposób, co Kai. Muszę przyznać mu rację. Jesteś nieodpowiednim kolegą dla Eni. Ona powinna obracać się w gronie ludzi, a nie nieprzewidywalnych pół saiyan.
Wtem niezadowolony saiyan wstał zaciskając mocno dłoń w pięść i podnosząc od razu ton głosu.
-Dość! Wyjdź i daj mi z tym chłopakiem porozmawiać.
Po tych słowach naburmuszona kobieta wyszła, kierując się momentalnie na schody prowadzące na piętro. Mazuma w tym czasie usiadł, pokazując dosłownym gestem, by i Roy spoczął na kanapie. Przemyślawszy coś, najpierw postanowił zapytać o ważniejsze rzeczy chłopaka.
-Sanchez... Zapytam wprost. Jesteś spokrewniony z saiyanem, który może nosił imię Raphael? Strasznie mi go przypominasz, choć są niewielkie różnice, głównie w twoich oczach. Czyto krwiści mają czarne tęczówki.
Kończąc myśl zaczął inną sprawę, którą musiał objaśnić z halfem. Był mężczyzną wiedział jak to jest być młodym i nabuzowanym hormonami. Nie wiedział tylko jak zacząć dość delikatny temat.
-Emm... Nie ukrywam, moja córka jest piękną, ale i mądrą nastolatką. Jednak muszę wiedzieć jaka cię interesuje znajomość z nią. Przyjaźń czy może coś więcej?
Kończąc wypowiedź zauważył niepewną minę halfa. On sam nie miał lepszej. Zdawał sobie sprawę, że kiedyś przyjdzie czas zmierzyć się z dorastaniem dzieci. Przyszło to szybciej niż się spodziewał.
W tym samym momencie Eni wybudziła czując się tragicznie. Głowa jej pękała, na szczęście ciało wyglądało jakby nic złego się nie przydarzyło w Central City. Wstając wywaliła się o stertę brudnych ubrań porozrzucanych po pokoju. Leżąc na podłodze westchnęła głośno zastanawiając się czy Roy nie został pogoniony z domu przez rodziców. W dodatku czekała na sms'a od niego, by pogadać z kimś normalnym.


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Sro 3 Sie - 19:10

Jakoś nie zaskoczyła go reakcja ze strony braciszka Eni tak jak i ze strony jej matki, to że teraz zachowywał się dość kulturalnie nie dało rady zakryć tego co robił najczęściej na mieście, reputacja jego osoby był zbyt wielka i on sam był także tego świadomy.
Wyglądało jednak tak jakby ojciec błękitnowłosej chciał dać mu szansę ? Lub po prostu dowiedzieć się o nim nieco więcej zanim wyrzuci go z domu na zbyty pysk, kto wie co dokładnie działo się w głowie pełnokrwistego. Nie wiedząc czego ma się spodziewać usiadł obok i przysłuchiwał się, pierwsze pytanie wprowadziło go w osłupienie.. nie chętnie do tego wracał i był także zdziwiony że ktoś może kojarzyć jego ojca, a potem jeszcze dziwniejsze drugie pytanie które dodatkowo skrępowało go nieco bardziej.
-Chyba będzie lepiej jak będę szczery, tak pana córka jest i piękna i mądra przyznaje, dlatego nie ma co kłamać, robię sobie nadzieje że może coś z tego wyniknie.. ale to nie znaczy że nie wiadomo co mi chodzi po głowie, dopiero dzisiaj udało mi się z nią pierwszy raz porozmawiać, wiec wątpię by w najbliższym czasie miało dziać się coś więcej.. na dodatek sama mi powiedziała że jest zauroczona w jakimś innym..
Nie dało się ukryć że właśnie z tego powodu był on trochę zawiedziony, lecz znał on tego osobnika i wiedział że jeżeli się trochę postara to z łatwością przyćmi go i jego tak zwaną sławę, nie miał przecież zamiaru by byle człowiek przyćmił potomka pełnokrwistego Saiyana, czułby się wtedy okropnie gdyż nie raz słyszał od własnego ojca że należy do rasy najpotężniejszych wojowników.
Zresztą zauważył że także i ojciec dziewczyny jest nieco cięty na ludzi, łatwo było to zauważyć po tym jak zdenerwował się po wypowiedzi małżonki, to dało mu nawet małą nadzieję że będzie miał najważniejszą osobę po swojej stronie.
-Jestem i tak pewny że często byłem tematem rozmów, tyle razy wnerwiałem Kaia iż wątpię by dał radę być cicho na ten temat... a jeśli chodzi o pogłoski co wyprawiam na mieście to także prawda, jestem swego rodzaju kryminalistą... ale życie pcha niekiedy w różne kierunki, ten był mój. Ale to nie znaczy że nie potrafię się zachować..
No i właśnie by to udowodnić trzeba było też przejść do drugiego już nie tak sympatycznego tematu, każde wspomnienie o jego ojcu próbował wypchnąć z pamięci, bo gdy to wszystko do niego wracała sam miał ochotę wpaść w taki szał jakiego doznał tamtego dnia ze strony swojego rodziciela. Lecz wychodziło na to iż ojciec Eni zna jego ojca, pytanie tylko czy za sobą przepadali czy nie, jeśli tak to możliwe że chłopak znajdzie kogoś kto go poniekąd zrozumie, jeśli nie to pewnie rzuci się w szale na niego i zostanie zrównany z ziemia przez o wiele bardziej doświadczonego wojownika.
Wzdychając ciężko oczy skierował w stronę podłogi, jego palce od rąk zaplotły się i niezadowolonym głosem zaczął powoli mówić.
-Jestem z nim spokrewniony, albo może bardziej pasuje byłem.. ojciec nie żyje już od długiego czasu.. a oczy wolałbym mieć takie jak on, niestety odziedziczyłem je po suce przez którą zginął... zmarnowała mi życie, dlatego dzisiaj jestem jaki jestem, a blizna na twarzy przypomina mi o tym że w jego imieniu nie pozwolę już żadnemu zwykłemu człowiekowi ani komukolwiek innemu na to by czuł się wyższy, lepszy czy silniejszy ode mnie.
Widać było po jego zachowaniu że jest mu z tym wszystkim ciężko, bardzo mocno ściskał swoje dłonie i potrzebował kilku dobrych minut by stopniowo zacząć się uspakajać, po czym dodał jeszcze ze był w ruinach bo tam niegdyś znajdował się jego dom, poprosił jeszcze by to wszystko pozostało tylko między nim a Saiyanem, nie chciał by ktoś jeszcze dopytywał się o takie rzeczy.
Siadając już normalnie na kanapie spojrzał się w kierunku mężczyzny, czuł że teraz zapadnie ostateczna decyzja czy będzie miał w ogóle po co pojawiać się w tej okolicy, czy znowu będzie musiał wrócić do nękania Kaia i przyglądania się jego siostrzyczce z daleka, tym razem nie mając jednak możliwości nawet się odezwać.
Zanim cokolwiek usłyszał, zorientował się że jego cało jest niemalże całkowicie wykurowane, wiedział że Pani Faucets jest ważną osobą jednak nie spodziewał się że ma dostęp do takich medykamentów.


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Czw 4 Sie - 14:37

Mazuma był zszokowany szczerością chłopaka, lecz cieszył się z faktu świadomości planów, co do swojej córki. Nie wiedząc, co ma na ten temat zbytnio myśleć, postanowił za wiele nie mówić.
-Nie moja sprawa, nie chce zbyt wiele wiedzieć... bo mogę nie znieść ilości wiadomości. A skoro nie masz złych zamiarów, to nie mam powód ci nie wierzyć.
Nie ciągnąc krępującej sytuacji dalej głośno westchnął podnosząc się z fotela. Podchodząc do okna, odsłaniając delikatnie firankę spojrzał w niebo. Było już czarne, późna godzina dawała o sobie znać. Zamyślony na moment zacisnął dłoń w pięść i zazgrzytał zębami. Nie potrafił uwierzyć w słowa halfa, które porządnie go zabolały. Kosmiczni wojownicy, może nie mają litości do wrogów i bez mrugnięcia okiem potrafią zabijać wszystko na swojej drodze. Jednak usłyszeć po czasie o śmierci najlepszego przyjaciela wzburzy spokój serca i umysłu nawet najlepszego saiyana. Puszczając zasłonkę uczcił odejście żołnierza minutą ciszy trzymając jedną z dłoni położoną na sercu. Próbując pogodzić się z utratą spojrzał na jego syna i odezwał się.
-Twój ojciec, był mi jak brat.
Wtem Mazumie przypomniało się jakby to było wczoraj, jak razem walczyli i podbijali duże planety.
-Byliśmy w jednej drużynie wojennej, łącznie było nas pięcioro. Ja byłem najwyższej rangi kapitanem... pod moim dowództwem miałem Raphaela, twojego ojca, był moją prawą ręką. Irish, moją młodszą siostrę. Antuana, jej życiowego wybranka oraz Loth'a, kuzyna króla. Wszystko szło tak łatwo, kiedy trzymaliśmy się razem. Później ten niespodziewany wybuch planety kiedy odlatywaliśmy po jej podbiciu. Wtedy widziałem go po raz ostatni...
Nagle zaśmiał się drapiąc po brodzie.
-Kto by pomyślał, że żyliśmy na tej samej planecie tyle lat, nie wiedząc o tym. Szkoda.
Po skończonych wspominkach uśmiechnął się do chłopaka, spokojnym krokiem podchodząc do niego.
-Jesteś mile widziany w tym domu...
Kończąc wypowiedź położył dłoń na ramieniu Roy'a ściskając dość mocno, by dodać mu otuchy. Widział po nim, że nie pogodził się ze stratą ojca. Odsuwając się, zniknął na chwile idąc do kuchni wtem zauważył na schodach kierujących na piętro siedzącą Eni. Wyglądała na bardzo wzruszoną mając łzy w oczach, Mazuma tylko uśmiechnął się do niej i podchodząc poczochrał. Nie zatrzymując się już wziął z kuchni talerz z kanapkami z kolacji i zaniósł do salonu zabierając ze sobą córkę. Kładąc jedzonko na ławie poprowadził za rękę błękitnowłosą, by usiadła obok kolegi, a sam zwijając jedną kanapkę ruszył na górę do sypialni.
-Nie siedźcie zbyt długo...
Uciekając im z oczu, Neycia wpatrując się w czarnowłosego uśmiechnęła się rumieniąc. Słyszała bowiem każde jego słowa, głównie te na temat niej. Postanowiła jednak się nie przyznawać i czekać jak on to wszystko rozegra. Ziewnąwszy, zaczęła po krótkiej chwili pałaszować kanapki, bo już od dłuższego czasu ssało ją. Zapełniając pusty żołądek odezwała się.
-Wszystko w porządku? Mi będzie ciężko zapomnieć o tym, co się wydarzyło. To była jedyna taka przygoda w całym moim życiu! I fajnie, że tata cię polubił...
Powiedziała dość entuzjastycznie mając nadzieję, że Roy nie uważa tego dnia za najgorszy w życiu.


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Czw 4 Sie - 20:24

Wyglądało na to że chociaż ojciec dziewczyny stanął po stronie tak naprawdę nieznajomego chłopaka, Roy oczywiście wiedział że przeważyła o tym więź jaka łączyła go z jego ojcem, który o dziwo nigdy nie opowiadał mu o swojej przeszłości. Jednak darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, uśmiechając się lekko zauważył jak nagle w pokoju znalazła się też Eni, była to miła niespodzianka choć był on pewny że po tym co oboje przeżyli będzie musiała porządnie wypocząć, najprawdopodobniej ona także dostała tą samą medycynę jaką wcześniej zastosowano na nim.
Zostać z nią tak sam na sam było dość dziwne tym bardziej ze nigdy nie wiadomo czy ktoś czasami nie podsłuchuję, mając przy tym na myśli jej brata lub też matkę. Starając się to jednak zignorować sam sięgnął po kanapkę konsumując ja przy tym powoli, nie mogąc przy tym oderwać wzroku z oczu dziewczyny.
-No lepiej żebyś nie zapominała bo sam przyznam było ciekawie, mam tylko nadzieje że następnym razem będzie nieco mniej destrukcyjnie... chociaż mam nadzieje że wyszło mi pierwsze wrażenie... ... ... ładna piżama.
Uśmiechając się po ostatnich słowach dyskretnie przysunął swoją rękę która znajdowała się na kanapie do jej, nie chciał jej jednak za bardzo wystraszyć wiec gdy tylko poczuł jak nieco zaskoczona odsunęła swoją udał że to był zwykły przypadek.
Po skończonym posiłku nie miał za bardzo pojęcia co ma teraz zrobić, przecież nadal znajdował się w obcym domu a na zewnątrz panował przecież mrok, Half zauważył to gdy ojciec Eni odsłonił lekko firanki. Najlepszym co można byłoby w tej chwili zrobić to chyba ulotnić się jednak nadal coś go nurtowało, jakoś nie miał ochoty wychodzić choć wiadome było że połowa zamieszkałych tu osób może przez to zrobić burdę.
W pewnym momencie coś ruszyło chłopaka by nagle położyć swoja dłoń na jej policzku głaskając go delikatnie, sam czarnowłosy był zdziwiony tym co zrobił jednak przez kilak minut nie mógł oderwać swojej ręki od niej. Na domiar złego wyszeptał jeszcze do niej że ma w sobie coś przez co nie pozwoliłby by stała jej się krzywda.
Na całe szczęście dziewczyna nie protestowała przeciwko temu, jedynie na jej policzkach widać było małe rumieńce które o dziwo powodowały że wyglądała jeszcze śliczniej. Gdy już ta niezręczna sytuacja się skończyła oboje nie potrafili spojrzeć na siebie, czuli się dziwnie jednak na pewno nie nieprzyjemnie, drapiąc się po tyle głowy Roy wspomniał że chyba już czas na niego. W ten został chwycony za rękę słysząc przy tym że jest już stanowczo za późno i błekitnowłosa nalega by przenocował tutaj, ten nie mając zbyt wielkiego wyboru zgodził się lecz okazało się ze nie wiadomo gdzie miałby spać.
Eni powiedziała żeby najzwyczajniej podążał za nią, słuchając niczym dziecko szedł za nią po schodach do góry gdzie wpierw został zaprowadzony do łazienki by mógł się wpierw odświeżyć, dziewczyna czekała oczywiście na zewnątrz. Jak już był po kąpieli itp oboje poszli dalej wchodząc wreszcie do pokoju błękitnowłosej, nie było zbyt wielkiego zdziwienia, typowo dziewczęcy pokój jak dla Roya.. i jednoosobowe łóżko, nie dając jej dojść do słowa powiedział że zajmie miejsce na podłodze i tak spał w gorszych miejscach.
Kładąc się jeszcze przez chwilę popatrzył na nią przez co znowu się zarumieniła, spodobało mu się to wiec pewnie częściej zacznie jej to robić, może trochę ją tym denerwować ale to tylko takie droczenie się. Będąc już trochę zmęczonym ziewnęło mu się choć trzeba było przyznać że miała gorąco w pokoju co również mogło wpłynąć na jego szybsze zmęczenie organizmu, z tego też powodu odkrył się nieco a że spał bez koszulki od razu poczuł się lepiej.
-Masz może jakieś plany na jutro ? .. .. moglibyśmy się może gdzieś przejść... oczywiście jak masz ochotę, nie chce przecież by ci dziewczyny dokuczały.
Nawet Roy w tym monecie zrobił się lekko czerwonawy na twarzy, był taką mieszanką, twardy na zewnątrz jednak w środku ukrywał się ktoś kto posiadał uczucia, po prostu był niedostępny dla innych, nie miał po co otwierać się dla kogoś na kogo i tka nie będzie zwracał uwagi. Jednak z nią było inaczej, wszystkie jego wcześniejsze wyobrażenia o płci przeciwnej znikały więc zaryzykował i dał sobie tą szansę, a zresztą, co go nie zabije to go wzmocni.


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Nie 7 Sie - 2:08

Kiedy zaprowadziła go za rękę do swojego pokoju, wciąż miała zarumienione policzki, głównie przez jego wcześniejsze zachowanie. Wiedziała jaki miał plan, lecz nie spodziewała się takiej otwartości fizycznej z jego strony. Nie protestowała wyłącznie przez dług jaki wobec niego miała, a który zaciągnęła w chwili zawalenia się budynku. Tak to właśnie sobie tłumaczyła, czując jakiegoś rodzaju więź z podobnym sobie obywatelem Ziemi. Znając jego tajemnice tym bardziej zdawała sobie sprawę z podobieństw ich łączących. Choć jego historia była straszna, brakowało jej wspomnień matki halfa. Jednakże nie zaczynała tematu z przyczyn czysto teoretycznych, właściwie nie powinna nic z tego wiedzieć, co usłyszała przypadkiem.
Siadając na łóżku przyglądała się chłopakowi jak układa się na podłodze, na szczęście pokój był wyposażony w niewielki dywan. Nie potrafiąc tak spokojnie zasnąć, kiedy ktoś usiłował ułożyć się twardych panelach. Nie z litości, a dobroci podała mu poduszkę oraz koc, którym dodatkowo się przykrywała w chłodniejsze dni. Jako zmarzluch często miała lodowate kończymy, głównie stopy. Sama wygodnie kładąc się, wpatrzona w sufit zaczęła się zastanawiać nad pytaniem zadanym przez Roy'a. Nie chciała wyjść na niegrzeczną, ale myśl o zmarnowanym czasie w centrum handlowym z dwójką sztucznych przyjaciółeczek, prezentowała się dużo gorzej. Zamykając oczy uśmiechnęła się szepcząc.
-Nie mam planów... choć nie mam stu procentowej pewności, czy mama ich nie ma dla mnie. Jeśli rano jej nie będzie w domu, możemy się gdzieś przejść.
Ziewnąwszy niewiele później zasnęła. Nic już do niej nie docierało, zapadając w głęboki sen wszystkie jej obawy zaczęły nawiedzać jej umysł. Wydając dźwięki strachu oraz niekontrolowanie poruszać się, była uwięziona ze swoimi myślami gdzieś w swojej głowie. Dopiero po kilku przerażających dla niej godzinach z dodała uwolnić się wybudzając. Otwierając znienacka oczy, przełknęła głośno ślinę i przetarła spocone czoło. Ogólnie jej piżama była wilgotna od nieprzyjemnego zimnego potu. Odczuwając nagle czyjeś natarczywe spojrzenie, odwróciła wzrok powstrzymując się od krzyku. Widząc w słabym świetle księżyca sylwetkę klęczącego nad jej łóżkiem, raczej przerażonego halfa jej zachowaniem. Szybko podnosząc, rzuciła mu się w ramiona ciężko oddychając. Dopiero po chwili doszła z trudem do siebie. Siadając oboje na łóżku wzdychając ciężko zaczęła się tłumaczyć.
-Ja... ja często mam koszmary... przez nie... ja... ja głównie śpię z... Kai'em. Ehh... wiem to głupie. Ale boję się być sama... od kiedy miałam ten wypadek... dręczą mnie straszne koszmary... jestem tym już, tak bardzo zmęczona. Oddałabym wszystko, by się skończyły...
Milknąc spojrzała smutna na czarnowłosego, czując się okropnie. Nagle popłynął jej strumyk łez po policzkach, szlochając wtuliła się mocno w jego ramiona.
-Chciałabym być silniejsza... by stawić czoła koszmarom.
Unosząc spojrzenie wtulona uśmiechnęła się do niego robiąc głupią minę, wystawiając język.
-Wiem...jestem żałosna...
W tym samym czasie Kai stał za drzwiami oparty obiema dłońmi wzdychając ciężko. Sam wyglądał jakby oblano go wodą, plus jego oddech był bardzo niespokojny. Nie przyznawał się, lecz o również miewał koszmary, bardzo podobne do tych, które miewała jego bliźniaczka. Nie przyznawał się, udawał niewzruszonego. Jednak cierpiał tak samo, a nawet bardziej od siostry starając się być jej podporą od wielu lat. Słysząc co mówi obcemu, niż własnemu bratu poczuł się dotknięty. Wiedział, że jest dla niej wredny, a czasem nawet wymagający. Łapiąc się za serce zacisnął mocno zęby, powstrzymując się od wtargnięcia z wrzaskiem. Uspokoiwszy się, wziął na wszelki wypadek dwa większe wdechy i bez pukania, wszedł. Nie obchodziło go, że przerwał gadkę szmatkę halfowi. Stając w progu zaszokował obecnością oboje. Zamykając za sobą drzwi odezwał się niezadowolonym głosem, jednak szepcząc.
-Co wy wyprawiacie? Chcecie obudzić rodziców? Jak matka się zbudzi to rozpocznie się musztra... a ty wylecisz stąd z hukiem...
Podchodząc do nich, pochylił się i przyjrzał się siostrze, która szybko odsunęła się od Roy'a przestraszona. Pogłaskawszy ją po głowie, syknął w kierunku czarnowłosego robiąc porządek. Gość grzecznie wrócił na swoje poprzednie miejsce, a Neya została ułożona do snu przez brata, który położył się obok niej. Kiedy halfy leżały i pomału wracały do przerwanego snu, dało się zauważyć dwie uderzające oko rzeczy. Zazdrość oraz rosnącą sympatię. Zasypiająca na brzegu łóżka dziewczyna wyciągnęła rękę w kierunku Roy'a, który przesunął się bliżej i splótł ich dłonie mocno. Zamykając oczy poczuła jak Kai przytula ją mocno, będąc świadoma, że całkowicie jest bezpieczna zasnęła spokojnie.
Około dziewiątej rano cała trójka, nadal spała jak zabita, choć od dobrych czterech godzin Mazuma ćwiczy intensywnie w tajnej grawitacyjnej komnacie gdzieś wewnątrz domu. Musząc trochę odpocząć zrobił pyszne śniadanie dla dzieciaków, jak zawsze masę kanapek, by miały siły. Rozkładając zastawę na stole w kuchni, nie zapomniał o dodatkowym nakryciu, po czym podleciał na górę omijając nudne schody. Otwierając drzwi do pokoju córki już miał się odezwać, kiedy zauważył całą trójkę rozwaloną i na dobre rozespaną. Takiego głośnego chrapanie się nie spodziewał. Biorąc głęboki wdech wydarł się stawiając na około pięć sekund dzieciarnie, która kolejno popadała na podłogę niezadowolona.
-Za dziesięć minut widzę was na dole! Śniadanie!
Wychodząc trzasnął drzwiami. Po nieprzyjemnej pobudce Kai jakoś się podniósł i zaspany wyszedł z pokoju pierwszy zajmując łazienkę. Gotowy wrócił do swojego pokoju, po czym pomaszerował do kuchni. Eni mając wszystko gdzieś, czując się jak kupa wczołgała się z podłogi z powrotem na łóżko. Wtulając się w poduszkę zakryła się kołdrą i poszła dalej spać.
-Bla bla bla...


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Pon 8 Sie - 0:20

Była to dość niezwykła pobudka ale na pewno była skuteczna, budząc się leniwie zrozumiał że trzeba będzie zejść na dół jednak wyglądało na to że błękitnowłosa nie miała takiego zamiaru. Wyglądała dość słodko jednak czarnowłosy czuł że to może być zła decyzja z jej strony, ich ojciec wydawał się trzymać rygor vegety który on tylko znał z opowieści, no ale cóż przecież nie będzie jej sam zmuszał.
Jedyne c zrobił to poczekał do momentu aż nie słyszał żadnych kroków na piętrze, lepiej nie wpadać na jej braciszka z samego rana, nie zważając już na to co działo się w nocy, a na dodatek wiedząc jakie jest ich nastawienie wobec siebie. Wychodząc w miarę cicho z pokoju rozejrzał się po korytarzu by na gdyby co się upewnić, czując się nieco swobodniej postanowił skorzystać z łazienki w której wziął szybki prysznic. Na chwilę zdawało mu się nawet że gdy się mył usłyszał jak drzwi od łazienki się nagle zamykają, lecz niestety nie wiedział czy mu się to wydawało czy to prawda, oby to była tylko jego wyobraźnia.
Będąc już czystym zeszedł na dół gdzie zastał talerz z po raz kolejny kanapkami, nie wybrzydzając jednak wziął jedną i zaczął powoli ją zjadać, Kaia nie było na szczęście nigdzie widać lecz nagle w pomieszczeniu znalazł się ojciec dziewczyny. Będąc nieco skrępowanym grzecznie się przywitał, wątpił by ten spodziewał się z jego strony pozostania u nich nawet na noc, ale dopóki ten temat nie zostawał poruszany wolał go omijać.
W umyśle halfa i tak rodziła się inna nurtująca go coraz bardziej rzecz, skoro znał on jego ojca to pewnie i wie o nim wiele, a na pewno wiele więcej niż Roy mógłby się kiedykolwiek dowiedzieć. Jednak czy jest się co pytać osoby która nie widziała się z nim od lat i dopiero wczoraj dowiedziała się o jego odejściu ? Nie powinien dostać za to w twarz więc nie zaszkodzi mu zapytać.
-Mój ojciec... ... co on w ogóle osiągnął ? tyle od niego słyszałem o Vegecie... że jest tam jak w wojsku przez cały czas, non stop stawia się swoje umiejętności na próbę... ale tutaj... tutaj ledwo udawało mi się go namówić na trening czy coś idącego w tym kierunku... .. .. chyba nie rozumiał że zafascynowałem się tym wszystkim, że chciałem być kiedyś tak silny jak on, a jakiegoś dnia nawet przebić i go...
Było mu trochę niezręcznie tak zwierzać się z tego wszystkiego, ale prócz Mazumy nie znał nikogo kto byłby w stanie to wszystko zrozumieć, zresztą jakby nie patrząc to i po nim nie było widać by w jakikolwiek sposób dalej pielęgnował tradycję Saiyan. Nigdzie nie było widać jakichkolwiek maszyn do trenowania a jeśli był on rówieśnikiem Raphaela to musiał być przecież bardzo silny, mając mały mętlik w głowie uświadomił sobie że także Mazuma chyba nie za bardzo brał sobie moto Saiyan do siebie, nie było tego widać po jego dzieciach.
Owszem można by odpuścić Eni z powodu płci lecz Kai był w takim samym stanie co czarnowłosy, a przecież żyje cały czas z ojcem, z pełnokrwistym stworzonym do walki i podbijania planet Saiyanem.
-Nawet jakbym bardzo chciał mu dorównać, tutaj nie jest to możliwe, nie na tej planecie... ... wybije się maksymalnie trochę ponad silniejszego człowieka i to na tyle...
Widać było w Royu drzemiący niestety jednak niewykorzystany potencjał, który on tak czy siak za wszelką cenę chciał w jakikolwiek sposób użyć tak by móc mieć czyste sumienie, nie chciało co rano myśleć o tym że po części należy do rasy niszczycieli i wojowników a nie daje rady gdy znajdzie się pod zawalającym się budynkiem.
W czasie gdy czekał on na możliwą odpowiedź wyciągnął lekko z kieszeni swój nieco zdewastowany, lecz nadal działając telefon i puścił strzałkę Eni, by ta może jednak pojawiła się tutaj razem z nim, pamiętał przecież że zgodziła się z nim gdzieś wyjść jeśli jej matki nie będzie w domu, a akurat wychodziło na to że tak właśnie jest.


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Sob 13 Sie - 23:29

Mazuma spojrzał na zaczynającego jeść chłopaka, który najwyraźniej nie za bardzo miał pojęcie czym jest się na Vegecie. Saiyan zastanowił się przez chwile, po czym usiadł obok młodego halfa opierając się łokciami o blat stołu. Westchnął głośno opuszczając głowę, przy czym zamknął powieki i wrócił wspomnieniami do wielokrotnych misji, wojen o powiększenie terytorium. Sprawy królestwa i ogromną chciwość króla, którego niegdyś tak czcił. Mlasnąwszy otworzył oczy i spojrzał w patrzałki młodziaka.
-Nie masz pojęcia, przez co trzeba przejść, by ktokolwiek uznał, że jednak nie jesteś zwykłym, pospolitym, pustynnym robalem. Wstępując w kręgi armii króla, dziennie masz około trzy godziny przerwy, a reszta to wykańczające treningi. Podczas nich jesteś ciągle poniżany. Każdy ma cię za zero... póki nie zrobisz czegoś, co zaimponuje trenerowi.
Westchnąwszy głośno wstał i podchodząc do okna, otworzył je wpuszczając powiew świeżego powietrza do pomieszczenia.
-Twój ojciec należał do sił specjalnych i pod moim dowództwem podbijaliśmy planety. Niszczyliśmy wszystko i wszystkich, by osiągnąć cel. Nie znaliśmy kresu możliwości, a tym bardziej litości wobec... młodych istotek. Byliśmy potworami...
Kończąc wypowiedź mając niezbyt zadowoloną minę wyszedł z kuchni, skierował się spokojnie na piętro, gdzie schował się w sypialni, by odpocząć.
W tym czasie wykończona Eni spała pod swoją kołderką, wybudziła się dopiero przez Kai'a, który zrzucił ją z łóżka. Zła wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Wchodząc do łazienki odświeżyła się pod prysznicem, umyła ząbki, uczesała i tak dalej. Wyszykowana i odpicowana na bóstwo nastoletnich chłopców zeszła na dół. Bez zastanowienia obrała kierunek kuchni, gdzie czekało na nią pyszne śniadanko. Wchodząc do pomieszczenia prócz talerza kanapek nie zauważyła pożywnego jedzonka. Fuknąwszy bardzo niezadowolona uśmiechnęła się do Roy'a i podchodząc do lodówki zaczęła w niej szukać czegoś smaczniejszego.
-Hej. Mam nadzieję, że się wyspałeś. Mamy nie ma, więc przechadzka aktualna.
Wyciągnąwszy kilka produktów zaczęła przygotowywać wartościowszy posiłek, oczywiście nie tylko dla siebie. Smażąc czekoladowe naleśniki przyciągnęła zapachem nos brata. Kai pojawiając się w kuchni od razu zajął miejsce czekając na wyżerkę. Po skończonym przygotowywaniu  położyła talerz pełen naleśników przed chłopakami oraz sama zasiadła do śniadania. Gdy tylko wszystko zostało zjedzone, Kai od razu się ulotnił z domu. Neya pozbierała wszystko ze stołu i pozmywawszy spojrzała na halfa.
-Zauważyłam, że wiele rozmawiasz z moim tatą... chcesz ugłaskać go? Tak łatwo ręki mej nie odda. I tak... wiem o wszystkim... niechcący was podsłuchałam.
Z szyderczym uśmieszkiem na twarzy zbliżyła się niebezpiecznie blisko czarnowłosego, opierając dłonie na jego udach.
-Smakowało?
Nie zdążyła jednak usłyszeć odpowiedzi, bowiem wszedł Mazuma i rozproszył towarzystwo.
-Mamy problem...
Neya nie mogła uwierzyć, kiedy dokładniej przyglądnęła się ojcu. Miał on na sobie saiyański uniform w barwach rodu rodziny. Podobne rzucił dwójce oraz wchodzącemu od strony tarasu Kai'owi.
-Macie je włożyć i widzimy się za kilka minut. Pokaże wam coś ciekawego...
Halfy na chwilę były całkowicie jakby nieobecne duchowo, dopiero po minucie dziewczyna wyszła, by dać się im przebrać oraz sama mieć odrobinę prywatności. Gotowi, czuli się bardzo dziwnie w obcisłych uniformach ukazujących dokładnie ich ciała. Eni stojąc blisko obu zakrywała się dłońmi odczuwając skrępowanie. Jak tylko wrócił Mazuma przyjrzał się trójce przewracając oczami.
-To podstawowy ubiór na Vegecie. By otrzymać pancerz trzeba sobie zasłużyć. A teraz za mną...
Wyleciał z domu błyskawicznie, za nim spostrzegli co się stało trochę minęło. Wyruszając za saiyanem w żadem możliwy sposób nie mogli go dogonić. Zostając w tyle ścigali się między sobą, co głównie zaobserwowała błękitnowłosa. Dwóch durni na podobnym poziomie kombinowało jak być pierwszym. Znudzona ich zachowaniem, postanowiła szybko rozstrzygnąć zwycięzce. Wychodząc na prowadzenie o kilka metrów uciszyła męskie zapędy, jednak szybko zwolniła zauważając gdzie właściwie się znajdują. Mazuma zniecierpliwiony czekał na nich od dawna na jednej z wydm. Kiedy halfy w końcu pojawiły się przed nim, lądując na piasku odezwał się.
-Prędkość poruszania się na poziomie... żenującym.
Stając na piasku uśmiechając się, odwrócił się tyłem do dzieciaków i przykleił sobie naklejkę na plecach z głupią minką. Po czym zamknął oczy.
-Spróbujcie mi ją odebrać...
Nie pewnie, ale pierwsza ruszyła Neya w stronę ojca, zostawiając jedynie mgłę kurzu za sobą. Nie miała jednak pojęcia, co knuje saiyan tak jak zresztą chłopcy. Kiedy tylko zbliżyła się do niego i ledwie dotknęła naklejkę palcem, została pochwycona w pasie i mocno rzucona w piach. Nie miała żadnych szans, padła robiąc przy upadku spory krater. Z trudem podnosząc się powtórzyła kilka razy zadanie lądując w piachu. Będąc oszołomiona ilością upadków podeszła do Kai'a.
-Ojciec się nie cacka... lecz nie używa całej swojej siły. Stopuje się bardzo umiejętnie, ale i tak boli jak skurczysyn...
Kai niepewnie spojrzał na Roy'a, nie raz grali zespołowo.
-Może spróbujemy obaj naraz? Jak Eni odpocznie spróbujemy we troje... hm?

______________________________
Zt ---> Diabelska Pustynia
Neya -30HP

POST TRENINGOWY
Udoskonalanie specjalizacji: [WYTRZYMAŁOŚĆ]


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Czw 24 Lis - 21:10

Sytuacja w jakiej został postawiony chłopak nie była fortunna dla niego, tym bardziej ze rodzice dziewczyny dociekali się problemu w nim. To co stało się w kryjówce treningowej było bardzo niepokojące, jednak Roy nie potrafił tego w żaden sposób powiązać ze swoim udziałem. Gdy jej matka opuściła pomieszczenie poczuł się o wiele swobodniej, jednak wykrztuszenie czegokolwiek nawet przed saiyanem było prawie niemożliwe. Zbierając w sobie resztki odwagi i tak wolał pominąć szczegóły, nigdy nie wiadomo kto jak na co zareaguje a o wszystkim nie muszą wiedzieć. Usadawiając się jakoś na kanapie unikał kontaktu wzrokowego.
-My się po prostu d siebie zbliżamy.. mówiła mi że jest w kimś zauroczona ale jakoś mi na to nie wygląda... i to wszystko, nie zrobiłem jej nic złego i nie mam nawet zamiaru. I nie jesteście sami... sam miałem z tym już do czynienia... dlatego wiem że jeśli ona ma lecieć ana Vegetę, to chce lecieć z wami. To coś zniszczyło życie mojemu ojcu na Vegecie potem na ziemi... mam wreszcie okazję dowiedzieć się samemu co się wydarzyło... a jako przyjaciel mojego ojca mogę chyba liczyć na twoja pomoc ?
Czarnowłosy wiedział że może trochę wykorzystuje fakt znajomości między nimi, lecz od bardzo dawna chciał dostać się na Vegetę. Jednak nie miał pojęcia nawet gdzie ona leży ani jak się tam dostać. Jedynej okazji w swoim życiu nie będzie marnował. Tak jak się spodziewał mina Mazumy nie wyglądała na jakoś bardzo zadowoloną, zawsze mógł usłyszeć że nie zgadza się ona na jego uczestnictwo w podróży. Kłócić się z kimś takim też nie wydawało się dobrym pomysłem, licząc na swoje szczęście wstał wyprostowując się całkowicie. Ojciec Eni patrzył cały czas na niego, mierzyli się oko w oko lecz chłopak wolał na razie dać mu czas na zastanowienie się. Słysząc jak ktoś schodzi po schodach zobaczył nagle matkę błekitnowłosej, przełykając głośno ślinę wolał uniknąć kolejnej próby przesłuchania go przez nią. W lekkiej panice powiedział że na razie się z nimi żegna i że wszystko co istotne powiedział, pamiętając gdzie znajdują się drzwi wyjściowe nie tracąc czasu skierował się do nich dodając na sam koniec.
-Mam nadzieje że zrozumiesz moją prośbę.
Opuszczenie domostwa nie oznaczało jednak że chce on teraz się ulotnić, podczas rozmowy z Mazumą oboje słyszeli jak i mieli okazje zobaczyć wybiegającą z domu dziewczynę. Wątpiąc że to z jakiegoś dobrego powodu chciał jeszcze wykorzystać okazję i pogadać z dziewczyną, unosząc się powoli nad dom nie potrafił jej znaleźć więc czekało go przeszukiwanie terenu. Tym bardziej ze w pobliży znajdowało się parę miejsc obrośniętych drzewami, z przecież nie wiedział czy nie lubi ona siedzieć pod nimi jak jest w dołku. Obserwując okolicę przez dobra kilka minut udało mu się wreszcie znaleźć nastolatkę, woląc jednak nie straszyć jej czy nie być nachalnym wylądował dalej. Patrząc na nią przez chwilę wiedział że nie będzie to łatwa rozmowa, nie był w stanie poprawić jej humoru ale może przydać jej się ktoś do kogo może się przytulić.
Stawiając spokojne kroki zbliżał się do niej bardziej i bardziej aż w pewnej chwili zaczął do niej mówić.
-Stawiam że nie wiesz co spakować hm? .. .. .. też mi powiedzieli.. prawie jak wycieczka co nie ?
Brak odpowiedzi dał mu do zrozumienia że Eni nie ma ani trochę ochoty rozmawiać, jednak sam po sobie wiedział że czasami lepiej się komuś wygadać niż tłumić to w sobie. Podchodząc do brzegu usiadł sobie po turecku wpatrując się w tafle wody, musiał przyznać że to miejsce miało coś w sobie. Było tu tak cicho i spokojnie że dałoby się o wszystkim zapomnieć. Uśmiechając się niespodziewanie spojrzał na dziewczynę, chciał udowodnić że jest jej w stanie pomóc, on sam i tak nie miał w życiu nic do roboty wiec mógł skoncentrować się na niej.
-Wiesz rozumiem ze ci się to wszystko nie uśmiecha... na twoim miejscu powiedziałbym wszystkim żeby dali mi spokój. Oboje wiemy że twój ojciec nie odpuści... dziwi mnie jedynie że twoja mama się zgodziła... ... i spójrz na to trochę pozytywniej... lecisz ty, twój tata, kai.... ... ... ja jak uda mi się wkraść na statek jeśli twój ojciec jednak się nie zgodzi..
Ostatnia część wymamrotał pod nosem, na tyle wyraźnie by usłyszała co mówi bo kto wie, może to poprawi jej choć trochę humor. Nie patrząc trochę się dogadywali a od ostatniego razu chyba nic między nimi nie zmieniło się na gorsze. Czekając na jej reakcję nie znikał mu ani na trochę uśmiech z twarzy, chciał by jej ulżyło a tym lepiej jak będzie w stanie jej w tym pomóc.


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Pon 5 Gru - 1:37

Siedziała spokojnie wpatrując się w swoje odbicie w tafli jeziora ze łzami płynącymi po policzkach, niczym strumienie. Pragnęła być sama w tej chwili, kiedy ponownie decydowano o jej życiu bez jakiejkolwiek konsultacji z nią. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak ważne decyzje podejmowane są właśnie teraz i to właśnie w tak drastyczny sposób. Przecież była w trakcie kończenia edukacji podstawowej, miała od tak rzucić szkołę i przenieść się do całkiem innego świata? Vegeta nie była kolonią czy też pokrewną planetą Ziemi. Należała do egocentrycznych, władczych i w dodatku niebezpiecznych potworów, podobnych do jej ojca. Wynikających z opowieści saiyana tam nie było miejsca dla osób podobnych do niej. Dlaczego więc podjęto taką decyzję? To było bezsensowne.
Użalając się nad swoją egzystencją, zauważyła z daleka lecącego w jej stronę chłopaka. Nie pozostawało jej nic innego jak szybko otrzeć twarz z łez. Nie lubiła pokazywać swoich głębokich emocji, kiedy nie miała siły się bronić. Jednakże nie potrafiła ukryć zaczerwienionych spojówek, ani zmęczenia na twarzy. Przemywając kilka razy buzię zimną wodą, zauważyła coś niepokojącego. Przyglądając się sobie dostrzegła wiele niegroźnych zadrapań, nie mogła jednak skojarzyć sytuacji, gdy była zdolna tak zadrapać się. Zapomniała o tym, w chwili wylądowania Roy'a. Tak jak przeczuwała od początku, przybył by ją pocieszyć. Ku pewnie jego zdziwieniu, jakoś mu nie wyszło. Eni nie była w nastroju na jakiejkolwiek żarty związane z obecną sytuacją. Spojrzała tylko na niego, nie wykazując większych emocji głośno wzdychając.
-Czego oczekujesz ode mnie? Mam się uśmiechnąć choć nie mam do tego okazji? Lubię cię, ale teraz nie chcę myśleć o żadnych zmianach w moim życiu. Wystarczy, że ty wszystko zmieniasz!
Niespodziewanie podniosła się spoglądając w błękitne niebo, zaciskając mocno pięści. Sama nie wiedziała czemu, ale zagotowała się w niej krew. Miała ogromną ochotę coś zniszczyć, a nawet zabić. To uczucie w niej rosło bardzo szybko, opanowując jej umysł. Kiedy była u kresu wytrzymałości spojrzała na halfa z szyderczym uśmieszkiem. Jej kolor jaśniutkiej skóry zmienił się najpierw na szary, po czym na których z odcienie niebieskiego. Jej owalne źrenice najpierw powiększyły zasłaniając kolor tęczówek, by przybrać kształt cieniutkiego rombu. Na skórze zaczęły  pojawiać się w jednej chwili łuski, tworząc grupki w niektórych tylko częściach ciała. Nagle wszystko zniknęło, a dziewczyna odchylając się mocno do tyłu nim zderzyła się z podłożem oddzieliła się od demona, który jakiś czas pomieszkiwał w jej ciele. Przed Roy'em stanęła ta, która odpowiada za zniszczenie mu życia. Eni tracąc przytomność leżała na trawie, kiedy to demon rozejrzał się po okolicy rozciągając kości. Przewidując reakcję czarnowłosego nim zdążył dobrze wstać i zaatakować, został uderzony ogonem i pchnięty w stronę jeziora. Zamoczywszy się mógł usłyszeć już nie zdeformowany głos monstra.
-Mam nadzieję, że ochłodziłeś emocje. W końcu przecież możemy spotkać się twarzą w twarz, Roy.
Wyciągając ku niemu rękę, jednym ruchem dłoni przyciągnęła go do siebie. Chwytając porządnie jego szyję, mogąc w każdej chwili ukrócić jego żywot, jeśli tylko by zapragnęła.
-Jestem Tenebris. Niektórzy jednak znają mnie pod inną nazwą, Mroczny. Jednak nie chodziło mi o same przedstawienie się dzieciaku. Nie szukaj odpowiedzi. Radzę ci po dobroci.
Biorąc głęboki wdech puściła młodzieńca wprost do jeziora z powrotem. Westchnąwszy sobie, spokojnie odeszła od niego kierując się w stronę nieprzytomnej halfki. Podnosząc ją, nagle ciało Eni rozbłysło tak mocno, że w tym świetne całkowicie nie było widoczne. Uśmiechając się Tenebris jakby była czymś bardzo zadowolona odłożyła dziewczynę, która nie wyglądała na tkniętą. Wtem demon zerknął kątem oka na wściekłego Roy'a.
-Uspokój się dzieciaku. Nic jej nie zrobiłam, no może prócz zeskanowania jej DNA. Już raz wykonywałam takie cuś. Jak dobrze pamiętam to na twoim ojcu. Jednak eksperyment się nie powiódł, obiekt wyszedł całkiem niestabilny. -zaśmiała się. -Jednak z tego, co wiem wciąż żyje. I w kilkunastu procentach jest twoim ojcem. To taka ciekawostka, byś miał nad czym rozmyślać.
Nim skończyła mówić Eni odzyskała świadomość zauważając demona, która właśnie zrzędził coś o niestabilności.
-O czym ty mówisz? Czego chcesz?
Tenebris odwróciła się dziwnie podekscytowana spoglądając na halfkę. Uśmiechając się odezwała radosnym głosem, jakby chciała się z nią zaprzyjaźnić.
-Moja droga. Tak się cieszę, że znów się spotykamy. Z pewnością mnie nie pamiętasz. Byłaś taka malutka. Jak dobrze pamiętam to miałaś ledwie cztery latka. Może o tym nie wiesz, ale spotkałyśmy się w zaświatach. Nie musisz być mi jednak wdzięczna. Choć to ja cię stamtąd wyciągnęłam. Straciłam na rzecz twojego życia, dosłownie wszystko. I dopiero teraz po tylu latach zdołałam odtworzyć swoje ciało.
Błękitnowłosa nie była zdolna podnieść się, wbita w ziemie informacjami jakie usłyszała. Nie potrafiła również się odezwać, dlatego Tenebris mogła kontynuować nie martwiąc się, że ktoś jej przerwie.
-Teraz cię opuszczam. Mam sprawy do załatwienia na mieście. Nie martw się będę nad tobą czuwać, również wiele ci zawdzięczam. Bye bye.
Zniknęła zostawiając dwójkę w takim szoku, że może z półgodziny zajęło im otrząśnięcie się po wszystkich informacjach jakimi zostali nakarmieni. Eni z trudem oddychając podniosła się dotykając opuszkami paców swojego ciała. Nie czując żadnych szczególnych zmian, spojrzała na Roy'a.
-O co tu chodzi?!


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Czw 5 Sty - 18:28

Nie dosyć że jego próba pocieszenia spełzła na niczym, to jeszcze miał to nieszczęście, by stanąć twarzą w twarz z demonem który był odpowiedzialny za zniszczenie jego życia. Tym bardziej wzmianka o jego ojcu momentalnie przejęła jego tok myślenia. Wyłączając się przez to na chwilę zignorował początkowe pytanie dziewczyny, czy to możliwe że nie kłamała ? że część jego ojca nadal gdzieś istnieje we wszechświecie ? A skoro tak to kim w ogóle jest ten demon, najważniejsze pytanie było całkowicie inne w tym momencie, brzmiało "dlaczego mój ojciec". Mając dosłowny chaos w głowie wybudził się z wcześniejszego stanu, patrząc na Eni początkowo nie miał pojęcia co ma powiedzieć, ona na pewno czuła się tak samo, jak inaczej można zareagować na wyjście z własnego ciała demona który mieszkał w nim jak pasożyt od lat? Potrzebował czegoś silniejszego by móc przemówić, stąd też irracjonalna decyzja z jego strony o uderzeniu się samemu prosto w twarz. Zadziałało to na niego ja kubeł zimnej wody.
-Najważniejsze dla ciebie powinno być to że demon wyszedł z twojego ciała. Jeśli się pospieszysz stawiam i że decyzja twojego ojca się zmieni... tylko że wtedy oznaczałoby to że już się nie zobaczymy... ... ona zna mojego ojca, coś mu zrobiła, odpowiedź może być na Vegecie. Wiem że nic nie przywróci mu życia ale chce chociaż wiedzieć w co był zamieszany, chce poznać całą prawdę o nim, o tym demonie i dlaczego się tak bardzo na niego uwzięła...
Był bardzo przygnębiony, bolała go sama myśl o tym że miałby stracić ją prawdopodobnie na długi czas, nie chciał dopuścić myśli o tym że na zawsze. Owszem wymusił na niej niektóre poczynania jednak czuł że zbliżyli się do siebie wystarczająco by stworzyć swego rodzaju silniejszą więź. Stawiając na to że przez tą cała sytuację jej temperament jeszcze bardziej skoczył, wątpliwym było by myślała racjonalnie nad tym co teraz będzie robić. On powoli przyzwyczajał się do rozumowania, żyją w dziwnym świecie, niektóre zwierzęta gadają, niektóre nie i są zjadane, obcy to tak naprawdę codzienność więc dlaczego by nie dołączyć do tego wszystkiego demony?
Robiąc sobie nadzieje nie chciał jej na razie odstąpić, możliwe że to błąd z jego strony ale chciał się nią zaopiekować, młoda dziewczyna, wykończona psychicznie więc kto wie co jej do główki przyjdzie. Z drugiej strony miał również ochotę być blisko niej, pewnie wbrew jej woli jednak działała na niego uspokajająco. Mętlik w głowie stawał się coraz mniejszy, spoglądając w stronę jeziora przestawał myśleć o tym wszystkim. Marzeniem stawało się by większość z tych zdarzeń była zwyczajnym snem, snem który chciał mu utrzeć nosa, wybudzić nagle i pozostawić pustego w środku. Prawdopodobnie zmieniłby się przez to nie do poznania, znowu słychać by było o czarnowłosym chłopaku sprawiającym problemy stróżą prawa.


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Neya
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 53
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
450/450  (450/450)
KI:
630/630  (630/630)
J:
888/1500  (888/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Sro 25 Sty - 17:48

Nie miała za dużego pojęcia, co właściwie ma powiedzieć, a tym bardziej zrobić, po tym całym zdarzeniu. Nawet nie była poinformowana o posiadaniu tego czegoś w swoim ciele. Jednak, nagle coś ją tknęło. Nie do końca rozumiała pierwszych zdań wypowiedzi halfa, które sugerowały, że to wszystko działo się przez demona. Dodatkowo nie całkiem wyglądał na zszokowanego całym zajściem, jakby miał już do czynienia z tym czymś. Czyżby wszyscy wiedzieli tylko nie ona? Poczuła się momentalnie oszukana i wściekła. Podnosząc spojrzała na czarnowłosego, jej twarz nie wyglądała wyjątkowo słodko jak zawsze. Wyraz buzi jaki prezentowała w tym momencie raczej mówił, że to wszystko nie fair wobec niej i czeka na wyjaśnienia. I choć miała tyle pytań milczała przez pierwsze kilka minut, by niespodziewanie wybuchnąć nienawiścią do wszystkiego, co śmiało ją okłamywać. Jej atak był dużo słabszy niż te, kiedy żyła w niej Tenebris, lecz zainteresował rodziców, którzy wyszli z domku, by zobaczyć, co się dzieje. Mazuma momentalnie podleciał, by w razie czego interweniować, co właściwie ucieszyło Eni. Mając szyderczy uśmieszek na twarzy odbiła się, by zawisnąć wysoko w powietrzu. Kierując dłońmi w stronę ziemi wygenerowała sporo energii, by wydrążyć spory krater. Wtem odezwała się oburzona.
-SAME KŁAMSTWA! NIGDY WOBEC MNIE NIKT NIE BYŁ SZCZERY! ZAWSZE TE SZTUCZNE UŚMIECHY I POGARDLIWA POMOCNA DŁOŃ! ZAWSZE!
Generując zmasowany atak zaczęła strzelać blastami, nie patrząc czy mogłaby zrobić komuś krzywkę, w tej chwili nic się nie liczyło. Musiała wyładować całą złość jaka nagromadziła się w niej przez lata i była tłumiona wewnątrz. Do głosu dopuszczana była tylko demonica, mszcząca się w jej imieniu, lecz Eni nikt nie dał się wypowiedzieć. Dlatego teraz mogła rozładować atmosferę i oczyścić umysł. Strzelając nie specjalnie celowała, nie myślała, marnowała jedynie energię.
Roy w trakcie jej ataku miał szczęście, Mazuma stanął przed nim, by zmniejszyć straty zniszczeń córki, których mogłaby tylko niepotrzebnie żałować. Jednocześnie zastanawiając się dlaczego nie używa całego potencjału, jak zwykle. Dopiero po jakimś czasie zorientował się, że jej zachowanie różni się do tych poprzednich. Nie mając pewności nie wkraczał pozostając bierny całej sytuacji. Po kilku minutach Eni widocznie zaczęła się męczyć, dlatego też ponowiła powyrzucać trochę żalu.
-NIE DAM SIĘ WYTRANSPORTOWAĆ NA VEGETĘ! NIE DAM SIĘ WIĘCEJ OSZUKIWAĆ! TO KONIEC DECYDOWANIA ZA MNIE!
Na koniec eksplodowała dużym wyładowanie energii formie silnego podmuchu, który z pewnością zniszczył okoliczne kwiaty, na cudowanie niegdyś pachnącej łące. Dychając niczym lokomotywa parowa na stacji przed odjazdem wylądowała na ziemi dość spokojnie. Nie miała ochoty się już więcej odzywać. Mimo tych wszystkich krzyków i pokazu złości nie czuła, by uzyskała dzięki temu jakiś szacunek. Zaważając w pewnej chwili wzrok ojca postanowiła odejść i przemyśleć wiele spraw, które miały miejsce w niedługim czasie. Unosząc się ponownie w powietrzu wzięła głęboki wdech i choć nie miała zbyt dużo energii mignęła przed nimi lecąc w kierunku lasu. Zaciskając pięści bardzo mocno wleciała w głąb puszczy. Przelatując między drzewami nie przejmując się ostrością gałęzi doznawała lekkie zadrapania i urazy skóry, mimo to leciała dalej. Zatrzymała się dopiero nad rzeką, gdzie przysiadła blisko brzegu. Wpatrując się w płynącą wodę widziała również swoje zniekształcone odbicie zastanawiając się, dlaczego właściwie musiało paść na nią. Płacząc cichutko siedziała zaczynając użalać się nad sobą.
W tym czasie Mazuma spojrzał na młodzieńca za sobą będąc dość rozgniewany.
-Coś ty jej powiedział?


zt Rzeka


Mowa Eni - #2ECCFA
Mowa Cleo - #F5A9F2
Mowa Kai'a - #2E64FE
Mowa Nadii - #81F781
Mowa Jacket - #ffffff
Mowa Mazumy - #cc0000
Powrót do góry Go down
Roy
OPIEKUN FORUM
OPIEKUN FORUM
avatar

Liczba postów : 49
Join date : 25/02/2014

SCOUTER
HP:
530/530  (530/530)
KI:
550/550  (550/550)
J:
894/1500  (894/1500)

PisanieTemat: Re: Domek na łące   Czw 26 Sty - 1:59

Czarnowłosy jedynie mógł się przyglądać całej tej sytuacji,  jakoś ani trochę nie zdziwiło go iż pytania jak i cała wina spadnie momentalnie na niego. Dał dziewczynie odlecieć wolał by nie musiała dalej słuchać jak to wszyscy rozmawiają o niej nie dopuszczając jej jednak do głosu. Widząc że teren jest czysty spojrzał się na Mazumą z zabójczą powagą. Przyjaciel jego ojca czy nie, trzymanie tego wszystkiego w tajemnicy przed samą Eni było po prostu podłe z ich strony. Respekt w kierunku jego osoby zniknął momentalnie, nawet nieco sam się obwiniał za to wszystko, brak świadomości o jej niewiedzy spowodował iż sam myślał że dla błękitnowłosej to wszystko jest częścią życia. Wyprostowując się porządnie wystawiając przy tym klatkę piersiową stanął naprzeciw galaktycznemu wojownikowi, odepchnął go nawet kawałek by zasugerować ze sam ma tego wszystkiego dosyć, mina matki dziewczyny byłą wtedy bezcenna.
-Ja? ... Czego wy żeście jej do cholery jasnej nie powiedzieli ? Zdajecie sobie sprawę że w tym momencie tak naprawdę straciliście córkę ? Które z was wpadło na genialny pomysł nie powiedzenia jej o tym ? Bo normalnie mam ochotę poznać tego geniusza osobiście... ... pewnie pewnie zaraz usłyszę że to była dla niej najlepsze... że dziecku nie da się tego wytłumaczyć... spoko lepiej poczekać aż demon sam jej wyjdzie a rodzice wpadną na idealny plan by zabrać ją z planety na której się wychowała, siłą zabrać ja gdzieś gdzie nie chce się znaleźć i co ? I nawet w tej chwili jej o tym nie powiedzieć... ... sam zmagałem się z Tenebris będąc małym wystraszonym dzieckiem... nie chcecie wiedzieć co widziałem, co przeżyłem i co czułem ale stawiam że nie było to tak dotkliwe jak to co zrobiliście jej w tej chwili.
Zużył trochę powietrza jednak był w stanie wyrzucić z siebie większość jaką miał im do przekazania, znalazło się nawet kilka rzeczy z jego przyszłości. Przyznać mógł że poczuł się sam nieco lepiej bo wtedy nie miał na coś takiego okazji, on był pozostawiony na lodzie a wszystkie osoby które miały cokolwiek związane z tymi wydarzeniami albo nie żyły albo zniknęły. Słabo go obchodziła reakcja tej dwójki teraz, wiedział również iż nie ma za bardzo po co pocieszać Eni bo pewnie jest dla niej jedna z osób które też ją okłamały. Musiała przewietrzyć głowę i uspokoić myśli, głupio jednak by tak było jak gdyby nigdy nic a kto wie, może będzie chciała dowiedzieć się czegokolwiek.
Odlatując kawałek od dorosłych wylądował przed lasem w który wleciała dziewczyna, widział dokładnie którędy leciała więc nie zanosiło się na jakiekolwiek poszukiwania. Wolał jednak się nie spieszyć inaczej oberwie mu się w pełni, wolał tego uniknąć bo wiedział że bez demona w sobie jest tak samo niebezpieczna jak z nim.


z/t -> Rzeka


Roy - #9933cc
Komendant Policji - #04B486
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domek na łące   

Powrót do góry Go down
 
Domek na łące
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Domek na drzewie
» Domek z modeliny (MG: Austria)
» Dom, domek, domeczek.
» Domek Gabrielle

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon - Space Trip :: Daikon - Tereny Zachodnie :: Posiadłości mieszkalne-
Skocz do: